czwartek, 18 lipca 2013

Zatłoczone ulice Londynu w święta. Wiele osób śpieszących się na ostatnie zakupy, dzieci ciągające rodziców po ukochane prezenty, choinki czekające tylko na zakup i udekorowanie ich we własnym domu.
Gdy Wigilia jest, (Bóg się rodzi,)
Gdy choinka jest, (gwiazdka wschodzi)
Żadnych smutków,tylko wszędzie śnieg,
Żadnych smutków, tylko wszędzie śnieg
Karina poprawia czapkę oraz beżową torbę na ramieniu i biegnie dalej. Trąca przechodniów, ale oni nawet nie zwracają na to uwagi. Są zbyt zamyśleni, zajęci. Chłodny wiatr owiewa jej twarzyczkę, powodując czerwone rumieńce na policzkach. W kieszeni schowane ma zmarznięte dłonie, które dzisiaj zapomniały rękawiczek. Łapie oddech, wpadając do jednej z małych kawiarenek. Tam jest ciepło i przytulnie. Po nie dużym pomieszczeniu roznosi się zapach wanilii i kawy. Wolnym krokiem podchodzi do wolnego stoliczka, rozbierając się z czarnej długiej kurtki. Odwiesza ją na oparcie krzesła i podchodzi do kasy, aby zamówić ciepłą czekoladę, która ją rozgrzeje. Gdy zamówienie zostało przyjęte i zrealizowane, zasiada na miejscu i pijąc gorący, słodki napój, patrzy w okno. Teraz, gdy ona siedzi w środku, a na zewnątrz ludzie tłoczą się na chodniku, wszystko dzieję się dla niej inaczej. Jakby oglądała film w domu. Nie czuje chłodu smagającego jej policzku i śniegu pod nogami, który uniemożliwiał szybkie ruchy. 
Dzwoneczek przy drzwiach wejściowych, oznajmuje, że ktoś wszedł. Dziewczyna lekko odkręca głowę napotykając spojrzenie szmaragdowych oczu. Przystojny, młody chłopak na chwilę tylko odwraca wzrok i podchodzi do lady. Nie jest sam. Zaraz obok niego, pojawia się wesoły blondyn, który chyba w każdej chwili potrafi poprawić humor. Jego szczery uśmiech, powoduje, że na twarzy Kariny również taki się pojawia. Skądś kojarzyła tą dwójkę młodzieńców, ale nie mogła sobie przypomnieć. Wzięła kolejny łyk napoju, stukając palcami o drewniany blat.

piątek, 18 stycznia 2013

Epilog

 MUZYKA
Miłość cier­pli­wa jest, 
łas­ka­wa jest.
 Miłość nie zaz­drości, 
 nie szu­ka pok­lasku,
 nie uno­si się pychą; 
nie jest bez­wstyd­na, 
nie szu­ka swe­go,
 nie uno­si się gniewem,
 nie pa­mięta złego;
 nie cie­szy się z nies­pra­wied­li­wości,
 lecz współwe­seli się z prawdą. 

Czym jest miłość?
Miłość tak naprawdę nie ma definicji. Różnie możemy o niej mówić.
Spójrzmy na historię Kariny i Louis'a.
Czy wiedzieli, że zostaną przyjaciółmi?
Czy wiedzieli, że przyjaźń przemieni się w głębsze uczucie?
Czy wiedzieli, że dadzą radę stawić czoło miłości?
Nie, nie wiedzieli.
Pokochali się, a uczuciem jakim się darzyli stworzyli szczęśliwą rodzinę.
Ich historia dobiegła końca.
No może nie tak dosłownie...
Praktycznie każda bajka, film czy opowiadanie
kończy się słowami "Żyli długo i szczęśliwie"
Ja nie mam zamiaru zmieniać tej tradycji.
A więc...Karina i Louis do końca  żyli długo i szczęśliwie.

The End

~~~~~*~~~~
Parę słów teraz.
Kochałam to opowiadanie. Naprawdę.
Starałam się, przelewać w nim moje uczucia.
Skończyło się. Trudno są inne.
Proszę osoby, które czytały to opowiadanie
niech zostawią jakiś ślad.
Dziękuję Wam bardzo, bo bez Was nie stworzyłam bym tej historii.
Dziękuje
__________________________________________
Informacje:
-O Kopciuszku- rozdziały dodawane będą w soboty
O Julii siatkarce- w piątki
O Layli- są co tydzień sobota lub niedziela, a czasami piątek
O Elenie- wtorki

czwartek, 17 stycznia 2013

Chapter 33 Kawa Chapter 34 Piosenka

Kwiecień
~miesiąc później~
W nocy Karinę obudził płacz Belli.
-Już mamusia idzie- mruknęła pod nosem zaspana.
 Wstała i podeszła do łóżeczka córeczki. Bliźniaki lubiły płakać w nocy. Jak jedno już zostało uspokojone to drugie zaczynało orkiestrę i tak na zmianę. Louis pomagał żonie we wszystkim, ale akurat tego dnia wrócił późno z koncertu i dyżur miała Kari. Gdy uśpiła już Bellę, chciała wrócić do łóżka, ale uderzyła nogą w jego kant. Zawyła z bólu, ale hałasem obudziła tylko Louis'a, który od razu znalazł się przy niej.
-Co się stało?- zapytał niosą dziewczynę na łóżko.
-Walnęła się- jęknęła rozmasowując obolałe miejsce.
-Ech, ty- westchnął i lekko pocałował żonę.
Przykryli się kołdrą i zasnęli, śpiąc już do rana. Gdy Karina otworzyła oczy, ujrzała puste miejsce obok siebie. W łóżeczkach dzieci nie było. Za nim wygramoliła się z kołdry spojrzała na swoją prawą nogę, na której odznaczał się nie mały siniak. Przeklęła cicho i ze świeżymi ubraniami udała się do łazienki. Gotowa potruchtała na dół. W salonie grał telewizor, a odgłosy dochodzące z kuchni mówiły same za siebie. Karina od razu się tam udała. Louis stał przy kuchence robią dla nich obojga śniadanie, kiedy Edward i Bella spokojnie leżeli w nosidełka, znajdujących się na wyspie kuchennej.
-Cześć maluszki- brunetka przywitała się ze swoimi dziećmi, a zaraz z mężem.
-Ooo mój mąż robi śniadanie- zaśmiała się przytulając go od tyłu.
-Słonko, usiądź na krzesełku, bo mnie ograniczasz- odpowiedział jej udawanym oczywiście, poważnym tonem.
-Dobra, przepraszam- zaśmiała się wesoło i wykonała zadanie.
Po zjedzeniu śniadania i nakarmieniu małych osobników, postanowili odwiedzić chłopaków i Kate. Spakowali potrzebne rzeczy, no bo wiadomo jak to z dziećmi i poszli do samochodu. Nie długo później byli na miejscu.
-O mojeeee malutkie!- od samego progu przywitał ich radosny krzyk Harre'go ,który uwielbiał swoich "bratanków". Opiekował się nimi i nie chciał oddawać. Jak by mógł to by je karmił- często żartowała Karina od razu drocząc się z Loczkiem. Uśmiechnięty chłopak z nosidełkami podrałował do salonu na kanapę.
-Cześć!- przywitali się z pozostałymi i dołączyli do rozradowanego Styles'a.
Karina za to bardzo polubiła zabawę ze swoją chrześnicą Anią, która nie dawno właśnie przyjęła chrzest. Natomiast ta uroczystość małych Tomlinsonów została zaplanowana dopiero na lipiec, więc mieli jeszcze czas.
-Kari, a jak twoja książka?- zapytała Kate, kiedy razem stały w kuchni popijając poranną kawę.
-Bardzo dobrze- pokiwała ze zdziwieniem Karina- W ostatnich dwóch tygodniach, nasz domowy telefon się urywał. Nie uwierzysz co w końcu zrobił Louis, bo natarczywy dźwięk budził dzieciaki, po prostu się w kurzył i odłączył go- dziewczyna opowiedziała jej sytuacje z przed paru dni, mając z niej taki sam ubaw jak wcześniej.
-No nieźle- przyznała rozbawiona modelka.
-Kate, a ty już nie pracujesz?- zaciekawiła się brunetka.
-Na razie mam przerwę, ale chyba już nie wrócę. Razem z Niall'em postanowiliśmy skupić się na wychowaniu Ani- odpowiedziała wyciągając do przodu prawą rękę.
Na początku Karina nie zorientowała się o co chodzi, ale po chwili spostrzegła śliczny pierścionek z białego złota, trochę podobny do jej zaręczynowego.
-To...to...je...jest- zaczęła się jąkać, więc Kate jej pomogła.
-W sobotę mi się oświadczył.
-Jezu, to gratuluję!- wykrzyknęła zaskoczona dziewczyna i zaraz stała w przyjacielskim uścisku.
-Chodźmy do tych wariatów- zaśmiała się blondynka i pociągnęła przyjaciółkę za rękę.
-A wy co tam tak długo robiłyście?- zapytał Niall trzymając na rękach małego Ed'a.
-No jak co- wtrącił Liam- nie wiesz o czymś takim, jak damskie rozmowy przy kawie- przewrócił oczami.
-Dokładnie- poparła go Kari siadając na kolanach swojego Louis'a.
Tak spędzili cały dzień. Rozmawiali o wszystkim i o niczym. Dla nich liczyło się, że mogę spędzać czas w swoimi przyjacielskim gronie. Każdy z nich traktował siebie jak rodzinę, a w sumie można było ich tak nazwać.
Prawdziwa przyjaźń? Tak, to jest prawdziwa przyjaźń.
Naj­lep­szym przy­jacielem jest ten, kto nie py­tając o powód smut­ku, pot­ra­fi spra­wić, że znów wra­ca radość. 
Chapter 34 Piosenka
MUZYKA-WŁĄCZ! 
~8 lat później~
Rodzina Tomlinson'ów przygotowywała się do tego rocznej gwiazdki, a dokładnie Wigilii, która miała odbyć się dzisiaj. Karina krzątała się po kuchni, robiąc w niej ostatnie rzeczy dotyczące wieczerzy. Ten dzień mieli spędzi tylko oni- Louis i Karina- oraz ich dzieci, a dopiero następne dni świąt miały zostać dla przyjaciół i najbliższej rodziny. Louis natomiast siedział na krześle przy oknie, z najmłodszym, trzyletnim synem -Jacob'em i śpiewał mu świąteczną piosenkę, którą dla niego wymyślił. Brzmiała mniej więcej tak...

Popatrz synu ile gwiazd
Jaki wokół piękny świat ...

Ślicznie wystrojona choinka pięknie eksponowała się na środku salonu. Dzieci miały dużo radochy ubierając ją, ale postarały się.
-Bella, Edward schodźcie na dół!- Karina zawołała dzieci stojąc na pół piętrze w ich nowym, większym domu.
-Już idziemy!- odkrzyknęli i powoli, niosąc coś zeszły na parter. Kari zdążyła już udać się do salonu.
-Mamo, tato- bliźniaki zwróciły się do  rodziców, którzy zaraz na nich patrzyli. Mały Jake powędrował w ręce Belli- Mamy dla was prezent z okazji urodzin- dokończył Edward, wręczając parze duże, kartonowe serce z ich imionami na środku, a pod spodem imiona ich dzieci. W oczach Kariny momentalnie pojawiły się łzy.
-Chodźcie tu- Lou zagarnął dzieci w swoje ramiona i po chwili stali w rodzinnym uścisku.
-Dziękujemy- szepnęła brunetka ocierając łzę spływającą po jej policzku.
-Nie ma za co- uśmiechnęły się i pobiegły do nakrytego stołu.
-Kocham Cię- Lou zbliżył się do żony i wpił się w jej malinowe usta. Dziewczyna pogłębiła i odwzajemniła pocałunek, ale po usłyszeniu komentarza  typu: Fuu!, musieli przestać.
Szczęśliwa rodzina? Tak, to jest szczęśliwa rodzina.

~~~~~~*~~~~~~
Hej, to właśnie był ostatni rozdział. Epilog pojawi się jutro i zakończę to opowiadania.
Pod ostatnim postem pojawłiły się komentarze o treści np. Że chciałabym abyś założyła kolejne 
opowiadanie o 1d.
Przypominam, że mam ich już 10.
Smutno mi jest kończyć tą historię, no ale trudno.
Proszę wyraźcie swoją opinię, ale tym razem głębszą.
Wiecie nie chodzi mi o: fajny, czekam na nn ok?

środa, 16 stycznia 2013

Chapter 32 Poród

Liam z Harry'm wzięli dziewczynę, ostrożnie prowadząc do samochodu, którym jechał Louis. Przekroczył prędkość, ale w tam tym momencie nie było to ważne. Słysząc jęki bólu wydawane przez ukochaną, musiał jak najszybciej dojechać do szpitala. Po 10 minutach byli na miejscu, a Karina z Louis'em jechała na porodówkę.
-Boli!...pomóż mi...sss...-zawyła mając w oczach łzy.
-Kochanie będzie dobrze. Wytrzymasz- pocieszał, ją ale bolało go to, że ona cierpi.
-Właśnie nie wiem. Auu...
Do dużej sali, w której już przygotowana do porodu leżała Kari, wszedł młody lekarz. Skonsultował się z położną i przystąpił do pracy.
-Wszystko będzie dobrze, jak będzie pani mnie słuchać- pouczył ją lekko się uśmiechając.
Dziewczyna w odpowiedzi pokiwała nerwowo głową. Ręka Louis'a była już ściskana tak, że mocniej się nie dało, ale to było nic w porównaniu z tm co przechodziła ciężarna. Była blada, a kropelki potu pokrywały jej twarz.
-Dobrze, a teraz przemy- zakomunikował lekarz. Jedno z dzieci urodziło się dosyć szybko, ale w sumie poród trwał 4 ciężkie godziny. Przyjaciele pary zniecierpliwieniem czekali na jakąś wiadomość od młodego taty. Nawet Kate z małą Anią dotarła. W końcu dołączył do nich Louis.
-No i jak?- pierwszy dopadł go oczywiście Harry.
-Namęczyła się- przynał- ale urodziła zdrowego chłopca i również zdrową dziewczynę- uśmiechnął się na myśl o swoich malcach.
-No Tomlinson, gratulujemy!- krzyknęli wszyscy chłopcy, klepiąc chłopaka po ramieniu.
-Dzięki. Idę do niej, a wy jedźcie do domu- oznajmił.
-Dobra, stary trzymaj się- odpowiedział mu Zayn i już ich nie było.
Chłopak powrócił na salę do ukochanej, która w ramionach trzymała akurat ich malutką córeczkę. Dziewczynka została już przyniesiona po badaniach, ale chłopczyk jeszcze na nich był.
-Jak się czujesz?- zapytał Lou siadając obok Kariny na szpitalnym łóżku.
-Wszystko mnie boli- zaśmiała się całując córkę w czółko.
-Śliczna jest- powiedział, a w tam tym momencie mała panienka swoją małą piąstką złapała jego palec. Schylił się i ucałował jej maluśką dłoń.
-Tak, śliczna- brunetka zgodziła się z mężem. Do sali weszła położna niosąc małego Tomlinson'a, który zaraz znalazł się w ramionach swojego taty.
-Witaj, maluszku- chłopak uśmiechnął się do syna. Oczy miał lekko przymknięte i się leciutko uśmiechał- Jak chcesz ich nazwać?- zapytał po chwili wracając na swoje dawne miejsce z jeszcze jednym członkiem rodziny.
-Nie wiem, czy tobie to odpowiada, ale ja myślałam nad Bellą i Edward'em- zaproponowała.
Chwilę się zastanowił, ale zaraz jej odpowiedział.
-Zgadzam się, ale pod warunkiem, że gdyby będziemy mieć następnego syna będzie on miał na imię Jacob- zagroził, ale zaraz się zaśmiał.- Wiesz, bo tak w sumie to będzie taka trójca. hehe.
-Jeju, dopiero co ci urodziłam dwójkę, a ty już o następnym- jęknęła Karina z udawanym wyrzutem.
-Oj tam, dawaj mordkę- brunet ułożył ust w tak zwany "dzióbek" i zaraz dostał soczystego buziaka.
-Kocham Cię- szepnęłam dziewczyna opierając swoje czoło o jego.
-Też Cię kocham- oparł i tym razem on złożył na jej ustach delikatny pocałunek.
Czy to już jest szczęśliwa rodzina? Chyba tak...
Czy wszys­tko po­zos­ta­nie tak sa­mo, kiedy mnie już nie będzie? Czy książki od­wykną od do­tyku moich rąk, czy suk­nie za­pomną o za­pachu mo­jego ciała? A ludzie? Przez chwilę będą mówić o mnie, będą dzi­wić się mo­jej śmier­ci - za­pomną. Nie łudźmy się, przy­jacielu, ludzie pog­rze­bią nas w pa­mięci równie szyb­ko, jak pog­rze­bią w ziemi nasze ciała. Nasz ból, nasza miłość, wszys­tkie nasze prag­nienia odejdą ra­zem z na­mi i nie zos­ta­nie po nich na­wet pus­te miej­sce. Na ziemi nie ma pus­tych miej­sc.
~~~~~*~~~~~
Jest poród! Woohoo. No a tak na poważnie to dostałam opinię, że jestem sadystką.
Ja? Nieee. Heh. Ja was trzymam w niecierpliwości? Ja?
Hehe. Prawdopodobnie będą jeszcze dwa rozdziały i epilog.
No to komentujemy, komentujemy, bo jak zauważyłyście, a zauważyłyście, bo jesteście spostrzegawcze, moje powiedzienie się sprawdza,
Komentujecie mnie motywujecie, a wiecei dlaczego? 
Bo dodaje codziennie rozdział.
Hahaha
 

wtorek, 15 stycznia 2013

Chapter 31 Premiera

Muzyka
~Listopad~
Cały tydzień od pamiętnego wypadku, Karina przeleżała w łóżku chora. Kto by się dziwił. Wiadomo, że człowiek, który przemókł się rozłoży.
~Grudzień~
W tym miesiącu szły przygotowania do świąt. Małżonkowie spędzili Wigilię w tym samym gronie co rok temu, świętowali również ich urodziny, które tego dnia przypadały. W kolejne dni świąt odwiedzali swoje najbliższe rodziny.
~Styczeń~
Święta, święta i po świętach. Sylwester Kariny i Louis'a można uznać za udany. Już z początkiem roku do wydawnictwa trafiła książka dziewczyny, która premierą miała mieć w marcu. Teraz czekało ich przyjęcie urodzinowe pana Malik'a, a zaraz później pana Styles'a.
~Luty~po urodzinach Harre'go~
Karina obudziła się dosyć wcześnie, bo wraz z wybiciem godziny siódmej na zegarku. Otworzyła oczu i ujrzała puste miejsce obok siebie. Wstała z łóżka i powoli oraz ociężali zeszła na dół. Gdy stawiała już ostatni krok na schodach, otworzyły się drzwi wejściowe i do domu wszedł Louis.
-Gdzie byłeś jak Cię nie było?- zapytała.
-Byłem w szpitalu- odpowiedziała nie myśląc, że to przerazi dziewczynę.
-Jak to w szpitalu?
-Heh. Musiałem pomóc chłopakom, bo nie dawali rady. Niall z panikował, a Kate trzeba było zawieźć na porodówkę. Masakra. O 5.05 Kate urodziła córkę- wytłumaczył i przytulił ją do siebie.
-Czyli mam chrześnicę?- upewniła się brunetka.
-Tak i nie zgadniesz jak ma na imię.
-No nie wiem. Kate zawsze podobało się imię Lucy- odparła po zastanowieniu.
-Nie trafiłaś. Otóż córka Niall'a Horan'a oficjalnie zwie się Anną Kariną Horan- odpowiedział dumnie.
-Naprawdę jeju- dziewczyna ewidentnie się ucieszyła- Jedźmy do nich.
-Teraz nie. Jak za dwa dni wrócą do domu to ich odwiedzimy- zadecydował chłopak.
-No dobra- zgodziła się z nim- Chodźmy na kanapę, bo mi zaraz kręgosłup pęknie- jęknęła rozmasowując plecy.
-Kocham Cię- szepnął Louis siadając obok żony.
-Ja Ciebie też- odpowiedziała  i wpiła się w jego usta. Przerwała, bo w trybie ekspresowym musiała udać się do toalety.  Kobiety w ciąży- pomyślał brunet i włączył telewizor.
~Marzec~
Tego dnia miała odbyć się premiera książki Kariny. Ubrana w elegancką, ciążową sukienkę, ostrożnie zeszła na parter.
-A więc umawiamy się tak: ja cię teraz zawiozę, później jadę do chłopaków i masz do mnie dzwonić- wytłumaczył Lou, wsiadając z dziewczyną do auta.
-A wy co dzisiaj macie?- zapytała.
-Dziś próbę, więc może zdążymy na twoją premierę- uśmiechnął się do niej i pocałował w policzek.
-Dobrze, tylko weź trochę przyspiesz, bo ja nie wytrzymam- poprosiła czując, mocny nacisk na pęcherzu.
-Ok- chłopak cicho się zaśmiał i lekko przyśpieszył.
Okładka stworzona przez Kaję.M
Dojechali do centrum handlowego, gdzie w Empiku miało odbyć się owe podpisywanie książek. Z pomocą Louis'a, Karina wyszła z samochodu. Brunet pożegnał się z ukochaną, wsiadł z powrotem do swojego mercedes'a i odjechał. Kilka minut później, Kari siedziała przy długim stole i dawała autografy. Cieszyła się, że tak dużo osób kupuję jej dzieło. Pod nadgarstkiem miała kolejny egzemplarz, na którym miała złożyć swój podpis, kiedy poczuła bardzo, ale to bardzo silny skurcz. Myślała, że jej zaraz przejdzie, no bo nie raz tak bywało. Chwilę potem już ją nie bolało. Całe One Direction wbiegło do sklepu, całkowicie zdyszane. Usiedli z boku i czekali, aż Karina skończy. W pewnym momencie Kari poczuła kolejny skurcz równie mocny.
-Liam, podejdź- zwróciła się do przyjaciela.
-Tak?
-Wiesz, wydaję mi się, że się zaczęło- szepnęła.
-Czemu mi to mówisz?- zapytał blady na twarzy.
-Bo ty zachowasz zimną krew...Auu- jęknęła.
Nie odpowiedział jej, tylko wziął zegarek i zaczął liczyć czas pomiędzy następnymi skurczami. Louis widząc niepokój w oczach żony i jej skręty z bólu, od razu do niej podbiegł.
-Co się dzieję?- zapytał.
-W tej chwili?- odpowiedziała pytaniem, więc kiwnął głową.
-Akurat teraz to chyba... wody mi odeszły!- dokończyła przestraszona.
-Teraz?!- Lou nie czekał na odpowiedź. Karina wiedziała, że właśnie dziś to ten dzień.
 Miłość, która jest go­towa na­wet od­dać życie, nie zginie. 
~~~~*~~~~
Marzec- Karina jest już w 9 miesiącu :) Jak się podoba okładka książki Kari? Mi bardzo i długo nie mogłam się zdecydować, którą wybrać z pośród dwóch jakie wysłała mi Kaja. Bardzo mi się podobają. Co do rozdziału... to skończyłam tak, bo w następnym...a nie powiem wam. Taka będę! Dziękuje, za komentarze i liczę, że teraz się też pojawią.

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Chapter 30 Szpital

 ~dwa dni później~
Karina obudziła się w nocy czując ucisk w pęcherzu. Wygramoliła się z kołdry, ostrożnie zeszła z łóżka i jak kaczka podreptała do łazienki. Często musiała wstawać do toalety, dużo jadła, a o bólu krzyża nie przypominała. Chociaż to była dopiero połowa to ciężar jaki nosiła był dwa razy większy. Wróciła do sypialni, gdzie Lou był już przebudzony.
-Coś się stało?- zapytał zaspany.
-Siku mi się chciało- zaśmiała się kładąc obok niego- Która jest godzina?- zapytała.
-6:30- ziewnął Louis.
-Kochanie, zrobisz mi śniadanie?- zapytała całując go w policzek.
-Teraz?!
-Nom, głodni jesteśmy- odpowiedziała.
-Dobrze- uśmiechnął się i powoli wstał. Wychodząc prawie przywalił we framugę drzwi. Karina nie chciała już spać. Wyjęła z szafy czyste ubrania, które zaraz ubrała. Związała włosy w luźnego koka i udała się na dół. Zjadła pyszne naleśniki przygotowane przez męża i razem z nim oglądała do południa jakieś filmy.
-Lou, kochanie co ugotować na obiad?- zapytała wstając.
-Nie wiem, ja dzisiaj wychodzę. Mamy koncert, a potem takie jakby małe przyjęcie- odpowiedział jej pomagając przenieść się do pozycji pionowej.
-Słucham?! Tak sobie wychodzisz?! Tak, najlepiej zostaw mnie z tym wszystkim!- krzyknęła będąc bliska płaczu. Nie chciała się z nim kłócić, nawet teraz chciała po prostu po płakać bez powodu.
-Słonko, uspokój się- pogłaskał ją po plecach, a ona się w niego wtuliła i zaraz Lou miał mokrą bluzkę.
-Przepraszam, że na ciebie nakrzyczałam bez powodu- powiedziała skruszona.
-Nic się nie stało, tylko nie płacz- musnął jej usta swoimi- To mogę iść?
-Pewnie- zaśmiała się idąc w kierunku łazienki.
-Jak coś to dzwoń!- dobiegł ją jeszcze jego głos zanim wyszedł. Ugotowała coś na obiad i w sumie to się nudziła. Kate miała dzisiaj wizytę u lekarza, ale potem chyba siedziała w domu, jeśli chłopcy wychodzili. Karina postanowiła ją odwiedzić. Spakowała parę rzeczy do torebki, wzięła kluczyki od swojego nowego auta i poszła do garażu. Padał rzęsisty deszcz dlatego dziewczyna jechała powoli. Spojrzała w lusterko i zauważyła, że samochód jadący za nią chce ją wyprzedzić. Zjechała mu lekko. Mężczyzna rozpędził się i wyminął czarne volvo Kariny. Przed brunetką również jechało kilka samochodów, i ich też ominął. Po chwili słychać było huk, później trzask i dalej już cisza. Kari zatrzymała gwałtownie auta, prawie wjeżdżając w zderzak poprzedzającemu kierowcy, który zrobił to samo. Odpięła pasy i wyszła z samochodu. Od razu przemokła do suchej nitki, ale teraz się tym nie przejmowała. Przed nią rozciągał się obraz jak z filmu. Trzy samochody zderzone z sobą. Srebrny, stary mercedes, nowe, czerwone porsche to, które wyprzedzało tak natarczywie i zielonkawa, toyota, która dachowała. Wtedy dziewczynie przypomniały się wydarzenia z dnia jej wypadku. Odrzuciła od siebie te myśli, wyjęła telefon i zadzwoniła po karetkę nie zastanawiając się czy może ktoś nie zrobił tego wcześniej. Podeszła do jednego z aut- mercedes'a- i ujrzała na jego tyle małe dziecko w nosidełku. W tam tej chwili również działała pod wpływem impulsu. Poprosiła silnego mężczyznę, aby otworzył wgniecione drzwi i zaraz w ramionach trzymała na około kilku miesięczne niemowlę. Kobieta- prawdopodobnie mama maluszka- leżała również na tyle, ale nie przytomna. Kierowca też był już nie przytomny, ale on był zakrwawiony. Nie mogąc na to patrzeć odwróciła się i odeszła do grupki ludzi stojącej dalej. Czuła, że kręci jej się w głowie. Zwróciła się do ok. 25-letniej dziewczyny znajdującej się obok.
-Niech pani potrzyma to dziecko, to z tam tego sa...- nie dokończyła, bo upadła na ziemię. Słyszała jeszcze jakieś krzyki, a później zemdlała.
~*~
Całe One Direction stało na czerwonym dywanie i pozowało do zdjęć robionych przez tysiąc aparatów. Louis poczuł wibrację w kieszeni, co oznaczało, że dzwoni mu telefon. Ignorując fotoreporterów wyciągnął komórkę i odebrał. 
-Halo?
-Pan Tomlinson?- usłyszał męski głos.
-Tak to ja!- starał się przekrzyczeć tłum piszczących fanek.
-Proszę, niech pan przyjedzie do szpitala...- podał adres.
-Co proszę?!- wykrzyknął z przerażeniem.
-Niech pan przyjedzie- powtórzył mężczyzna i się rozłączył.
Blady Louis oznajmił przyjaciołom, że musi jechać. Menadżer dał mu kluczyki od samochodu Lou, którym zaraz był na wskazanym miejscu. Z prędkością światła wpadł do budynku. Wzrokiem odszukał pierwszą lepszą pielęgniarkę.
-Gdzie jest Karina Tomlinson?- zapytał zdenerwowany.
-Ach to pan- uśmiechnęła się- Pani Tomlinson znajduję się w poczekalni. Jest już po badaniach i gratuluję, pańska żona jest bohaterką- poklepała chłopaka i odeszła w stronę recepcji. Do Louis'a nie docierały jej słowa. Kompletnie nic nie rozumiał. Z mętlikiem w głowie udał się do ukochanej. Siedziała na jednym z foteli i powoli głaskała brzuch.
-Skarbie, wytłumacz mi to wszystko zanim szlag jasny mnie trafi- poprosił siadając obok niej. Zaśmiała się cicho i opowiedziała chłopakowi całe zdarzenie z dzisiejszego dnia.
-Czyli to dziecko w aucie miało małe szanse na przeżycie?- upewnił się.
-Yhym- przytaknęła spuszczając wzrok, bo przypomniało jej się , że czegoś jeszcze nie wspomniała.
-Co...co jeszcze dzisiaj zrobiłaś o czym nie wiem?- spojrzał na dziewczynę wyczekująco.
-Musiszodebraćmojevolvozkomisariatupolicjibomijeodholowaligdypojechałamdoszpitala-odpowiedziała szybko.
-Żartujesz?!
-Zrozumiałeś?- zdziwiła się.
-Mam odebrać auto z komisariatu, bo gdy trafiłaś do szpitala to je odholowano- powtórzył obojętnie.
-No- zgodziła się z nim i przyspieszyła kroku. Chłopak pokręcił głową z dezaprobatą i do równał tempa małżonce. Kto by przypuszczał, że ten dzień będzie, aż tak pełny wrażeń?
  Miłość da­je, ale nicze­go nie żąda. 
 ~~~*~~~
Trochę Was pomęczyłam? Mam nadzieję. Chodziło mi oto, abyście z każdą kolejną linijką czekały na dalszy bieg wydarzeń. Nie miałam zamiaru jej uśmiercać i tego nie zrobić.
Pamiętajcie- komentujesz mnie motywujesz.

Chapter 32 Poród

niedziela, 13 stycznia 2013

Chapter 29 Powrót

~Październik~
Wraz z powrotem chłopaków Karina rozpoczęła 4 miesiąc, a Kate już 5. To było już szaleństwo. Gdy Kari czuła się dobrze buszowały po sklepach kupując również rzeczy dla przyszłego potomka Louis'a. Wymioty brunetki trochę ustępowały, ale nadal się zdarzały. Tego dnia umówiły się z chłopakami, że spotkają się dopiero w domu. Przygotowały razem pyszny obiad i pozostało im tylko czekać. Karina pierwsza usłyszała otwierane drzwi. Ubrana w dosyć szeroki  sweter, aby mogła zmieścić swój okrągły już brzuszek, podreptała z Kate do przedpokoju. Brunetka szła za modelką, która po chwili była w ramionach swojego chłopaka. Prawdą byłą to, że Kari trochę bała się reakcji męża. Wychyliła się delikatnie zza przyjaciółki i postawiła jeden krok do przodu. Lou odstawił walizkę i spojrzał na dziewczynę. Najpierw na jej lekko przestraszoną twarz, a dopiero potem wzrokiem zjechał niżej. Oczy powiększyły mu się momentalnie, ze zdziwienia, aż je przetarł.
-Albo to jest sen, albo ja źle widzę- powiedział. Karina lekko się zaśmiała i pociągnęła bruneta w swoją stronę. Podniosła jego dłoń i delikatnie przyłożyła ją do ciążowego brzuszka. W tej samej chwili, można było poczuć leciutkie, bardzo leciutkie, kopnięcie. Na twarzy 21 latka za widniał szeroki uśmiech.
-Kochanie, ale ty przecież nie mogłaś mieć dzieci- zaczął marszcząc czoło.
-Pomyłka, Lou, pomyłka- poklepała go po ramieniu i całą siódemką ruszyli do jadalni. Chłopcy byli równie zdziwieni. Naprawdę to było wielkie zaskoczenie. Wieczorem para leżała na łóżku w swoich objęciach rozmawiając o wszystkim. Było dużo tematów, które się uzbierały, ale wszystkie kończyły się na dziecku.
-Ja będę ojcem- powiedział do siebie. Widocznie musiał to sobie uświadomić- pomyślała Karina wtulając się w ukochanego.
-Tak, Lou będzie ojcem- przytaknęła dziewczyna.
-Znasz płeć?- zapytał głaszcząc dłoń Kari.
-Płci nie znam, ale wiem coś innego...-zaczęła niepewnie. Lou spojrzał na nią pytająco czekając na odpowiedź.
-Widzisz, bo to będą bliźniaki- dokończyła uważnie obserwując reakcje Louis'a.
-To jeszcze lepiej!- wykrzyknął całując dziewczynę czule. Oboje byli spragnieni swoich ust. Odrywali się od siebie tylko po to, żeby zaczerpnąć powietrza.
-Jak tam twoja książka?- zapytał brunet przerywając pieszczoty.
-Bardzo dobrze. Muszę powiedzieć, że jak cię nie było to strasznie mi się nudziło i tym cudem prawię ją skończyłam- uśmiechnęła się do niego.
-Cieszę się- odparł- No dobra Karenina- puścił do niej oczko- idę zrobić kolację dla naszej czwóreczki.
-O tak!- zgodziła się dziewczyna, czując, że burczy jej w brzuchu.  Louis zaśmiał się i pobiegł na dół.
~*~
-Niall, ale ja naprawdę nie jestem głodna!- Kate zaczynała być co raz bardziej wkurzona, opiekuńczością blondyna.
-To nie możliwe, żeby dziecko Niall'a Horan'a nie było głodne- odpowiedział dumnie.
-Jeju! Przed chwilą zjadłam stos kanapek, nie jesteśmy już głodni- przykonywała go.
-Dobra, pooglądajmy filmy- zaproponował podchodząc do regału z płytami.
-Ja chcę Kubusia Puchatka!- zawołała dziewczyna. Chłopak odwrócił się w jej stronę i spojrzał na nią zdziwiony- Przyzwyczajaj się, już nie długo tylko to będziesz oglądał- zaśmiała się wtulając w poduszkę leżącą razem z nią na łóżku.
-Jak chcesz- wzruszył ramionami i włączył wybraną przez Kate bajkę.
Tylko miłość aż po kres, tylko zgodne bicie naszych serc.
~~~~*~~~~
A więc jest 29. Powiem Wam, że będzie jeszcze kilka, bo muszę rozwinąć akcję z wydaniem książki. Oczywiście będzie poród itd. I tak opowiadanie skończy się HAPPY END'EM. No ja wiem, że się cieszycie. No to zostawcie swoją opinię. Dziękuję. Dobranoc.

sobota, 12 stycznia 2013

Chapter 28 Pomyłka

~lipiec~
Minął miesiąc. Karina przyzwyczaiła się do myśli, że nie zostanie matką. Starała się nie płakać, ale czasem chciałam z powrotem przytulić do ukochanego, a tu było jeszcze 3 miesiące. Pomagała Kate, wybierały razem różne akcesoria dla dzieci, chociaż blondynka była dopiero w 2 miesiącu ciąży. Wieczorami oglądały filmy, a w dzień Kari skupiała się na pisaniu nowej książki. Tak jak poprzednio, kiedy Lou wyjechała teraz też dzwonili do siebie codziennie. Opowiadali jak spędzili dzień, jak się czują i oczywiście, że tęsknią i kochają. Od tygodnia brunetka nie wychodziła z pokoju i nie rozstawała się z miską. Obie z Kate uznały, że to grypa żołądkowa i nie chciały martwić Louis'a. Było co raz gorzej. Zawroty głowy, wymioty non stop. Modelka miała podobnie, ale nie było tak źle i ona była w ciąży co ją usprawiedliwiało. W końcu postanowiła, że pojedzie z przyjaciółką do lekarza. Naprawdę nie mogła patrzeć jak się męczy. Czemu zawsze coś się dzieję, kiedy nie ma Louis'a- pomyślała wsiadając z brunetką do auta. Pani doktor w przychodni przyjęła Karinę szybko i zaraz mogły wiedzieć co jej dolega.
-Od ilu pani dni źle się czuję?- zapytała lekarka.
-Od tygodnia- wybełkotała Kari czując, że będzie potrzebowała miski lub toalety- Zwymiotuję- jęknęła. Doktor wskazała dziewczynie ubikacje, z której po chwili wróciła, znów się kładąc na leżance.
-Ma pani zawroty głowy?
-Mam- odpowiedziała.
-Hmm- pani Fenston na chwilę się zamyśliła- To nie grypa- powiedziała w końcu.
-Jak to?- zdziwiła się 20 latka.
-Mam pewne przypuszczenia, ale wyślę panią do ginekologa- zaczęła pisać coś na karteczce papieru, którą później wręczyła pacjentce. Dziewczyna opuściła gabinet internisty udając się do drugiego. To nie był ginekolog u którego była ostatnio. Tym razem to była pani ginekolog.
-Dzień dobry- przywitała się słabym głosem, podając kartkę.
-Proszę się położyć- kobieta wskazała na profesjonalny fotel- Z tego co mam tutaj napisane przez panią Fenston to mam upewnić się czy jest pani w ciąży- tym stwierdzeniem zupełnie zaskoczyła chorą Karinę.
-Co proszę? Pani doktor, była tu miesiąc temu i pan Dymsky powiedział, że nie mogę mieć dzieci- wytłumaczyła jej.
-Dobrze, ale upewnimy się- odrzekła i wzięła się za badanie pacjentki. Po kilku minutach na twarzy kobiety widać było uśmiech- Pani Tomlinson, czasami bywają pomyłki i tak właśnie nastąpiła. Z przyjemnością informuję, że jest pani w ciąży. W 1 miesiącu- oznajmiła.
-Naprawdę? Boże- radości brunetki nie mógł nawet zepsuć ból jaki jej doskwierał.
-Tak, tylko mam taką przykrą wiadomość. Ma pani taką sposobność, że będzie pani bardzo dużo wymiotowała. To wszystko ustatkuję się w gdzieś około 16 tygodnia, czyli 4 miesiąca. Proszę pić dużo, jeść, ale uważać na siebie- zaleciła.
-Oczywiście.
-Przepisze pani tabletki na mniejszy ból brzucha i na zawroty- powiedziała odwracając się do Kariny i podchodząc do biurka po arkusz receptur- A mam do pani pytanie, czy może mi pani podpisać pani książkę?- zapytała doktor czym kompletnie zbiła z pantałyku Kari.
-Ee tak oczywiście- uśmiechnęła się i machnęła podpis.
-Dziękuje i do zobaczenia za miesiąc- pożegnały się i pisarka spokojnie wyszła na korytarz, gdzie czekała na nią Kate.
-I co to grypa żołądkowa?- zapytał przyjaciółka, gdy siedziały już w samochodzie- I czemu jesteś taka szczęśliwa.
-Nie uwierzysz...pomylili się. Jestem w ciąży, w 1 miesiącu- zapiszczała.
-Jezu, jak się cieszę. Powiesz Louis'owi czy poczekasz do przyjazdu?
-Ee poczekam- zaśmiała się rozmasowując brzuch, który nadal ją bolał- Zostawi mnie w domu, a możesz kupić mi te leki- dziewczyna podała Kate receptę.
-Tak- odpowiedziała wypuszczając brunetkę przed jej willą.
 Miłość nie is­tnieje w so­bie, ale w nas; jest naszym oso­bis­tym dziełem.
~~~~*~~~~
Jest rozdział! Ile jeszcze nie wiem. Pewnie was nie zaskoczyłam.
Mam nadzieję, że się podoba.

piątek, 11 stycznia 2013

Chapter 27 Trasa

Karina siedziała na miękkim dywanie w salonie i dopisywała kolejne strony opowiadania. Usłyszała dzwonek do drzwi. Była sama, więc nie miał jej kto wyręczyć. Wstała i poszła otworzyć. Stałam tam nikt inny jak Kate.
-Co cię do mnie sprowadza?- zapytała brunetka wpuszczając dziewczynę do środka.
-Karenia, chodź musi...- blondynka nie dokończyła, bo Karina jej przerwała.
-Jak do mnie powiedziałaś?
-No Lou mówił, że możemy do ciebie tak mówić- uśmiechnęła się słodko i kontynuowała- Jestem autem, chłopcy wrócili już od Paul'a i są u nas, jedziemy- pociągnęła zdezorientowaną dziewczynę za rękę i wpakowała do swojego samochodu. Mina Kariny mówiła wszystko- przerażenie zachowaniem przyjaciółki. Nie odzywała się do końca drogi, aż dotarły pod willę.Weszły do środka, gdzie chłopcy prowadzili ożywioną dyskusję.
-Cisza!- fuknęła zdenerwowana Kate.
-Ej, spokojnie, wdech, wydech, bo jeszcze tu zaczniesz rodzić- zaśmiał się Zayn i dlatego dostał poduszką po głowie od Niall'a. Blondynka pokiwała tylko głową i ciągnąc za sobą Kari usiadła na kanapie.
-Mieliście nam coś powiedzieć- przypomniała ciężarna.
-A tak już- Harry przeczesał swoje brązowe loczki i zaczął mówić- Dziewczyny okazało się, że w trasę, w którą mieliśmy wyjechać dopiero za miesiąc, wyjeżdżamy za dwa tygodnie.
-Aha fajnie wiedzieć, że w ogóle wyjeżdżacie- burknęła Karina patrząc z pod byka na męża- Na ile ta trasa?- zapytała.
-Na 4 miesiące- odpowiedział szybko i cicho Zayn, ale dało się go usłyszeć.
-Super!- Kari starała się utworzyć w ust ładny i szczery uśmiech, ale nie wyszło jej to.
-Karina, jedziemy do domu- zarządził Louis biorąc dziewczynę za rękę. Ta tylko szybko pożegnała się z przyjaciółmi i ruszyła za ukochanym. Tym razem brunetka również się nie odzywała. Gdy tylko samochód się zatrzymał, wysiadła z niego trzaskając drzwiami. Lou zdążył złapać żonę zanim pobiegła na górę.
-Poczekaj, porozmawiajmy- poprosił zanosząc ją na kanapę.
-Nie mogłeś mi powiedzieć wcześniej?- zapytała z wyrzutem.
-Przepraszam, możesz jechać z nami- zapewnił ją.
-No właśnie nie mogę. Lou, przecież Kate jest w ciąży będę musiała z nią zostać- uświadomiła chłopaka.
-Masz rację- mruknął- Przepraszam, Cię kochanie- pogłaskał dziewczynę po policzku.
-Wiesz, szkoda tylko, że to aż 4 miesiące- jęknęła.
-Tak, będę strasznie tęsknił- przytulił ją.
-Ja też- musnęła wargami jego policzek. Uśmiechnęła się i poszła na górę, a Lou został w salonie oglądając mecz.
~*~
Dzień wyjazdu
Małżonkowie spędzili ostatnią noc przed wyjazdem w pełni ciesząc się sobą. Karina wiedziała, że nie jednego dnia w ciągu tylu miesięcy uroni łzę z tęsknoty za Louis'em. Dobrze pamiętała jak było ostatnio, kiedy wyjechał, ale teraz postanowiła być twarda i zaczekać.
-Pa słonko- Lou ostatni raz pocałował dziewczynę w usta i razem z chłopakami poszedł na odprawę. Kari i Kate wrócił do domu brunetki, gdzie przez najbliższy czas będzie mieszkała Kate.
 Miłość w przeszłości jest tyl­ko wspom­nieniem. Miłość w przyszłości jest tyl­ko ocze­kiwa­niem. Praw­dzi­wa miłość żyje w teraźniejszości.
~~~~~*~~~~~
Krótszy, ale chyba też ciekawy. Dziękuje za komentarze pod tamtym rozdziałem.

Obserwatorzy

Archiwum