sobota, 8 grudnia 2012

Chapter 8 Koncert

Liam ogarniał chłopaków, bo zaraz mieli jechać na koncert. Karina siedziała u nich na kanapie w jak najlepszy humorze, bo miała z przyjaciół niezły ubaw. Louis nie mógł się zdecydować jaką założyć bluzkę w paski, chociaż obie były takie same, Zayn musiała uczesać włosy, Harry szukał telefon, bo bez niego nie mógł wyjść, a Niall akurat...jadł. Kari bała się, że Daddy zaraz się załamie, więc wzięła sprawy w swoje ręce.
-Jeśli za 5 minut nie zobaczę was na dole to będzie źle!- nic, zero odzewu- Dooobra, Niall zamykam lodówkę!-krzyknęła i zaraz stanął obok niej- Zayn zabieram lusterka!- wystarczyło po grozić i od razu zbiegł do salonu- Harry ja mam twój telefon i oddam ci go dopiero po koncercie!- Loczek nie miał wyjścia i dołączył do kolegów- Louis schodzisz na dół albo się nie całujemy!- on był najszybszy- No a teraz zbierać tyłki i do auta!- zakończyła swoją przemowę.
-Masz talent- Liam kręcił głową z niedowierzaniem. Dziewczyna wzięła przyjaciela za rękę i wsiedli do samochodu.
Koncert przebywał normalnie. Chłopcy śpiewali swoje hity, fanki szalały, a Karina stała za kulisami i wpatrywała się w nich jak w obraz. Jej za patrzenie przerwała rękę Louis'a, która wciągnęła ją na scenę. Dziewczyna nie wiedziała co ma zrobić i jak się zachować, ale na szczęście nad tym panował Lou.
-Drogie fanki, przedstawiam wam oficjalnie moją dziewczynę Karinę!-krzyknął do mikrofon i zbliżył usta do jej, romantycznie całując. Po sali rozległy się krzyki i brawa. Zarumienioną dziewczynę Louis wziął za rękę i zeszli ze sceny.
-Co to miało być?- zapytała dotykając palcami warg.
-Nic kochanie- mrugnął do niej i poszedł się przebrać.

W kawiarni był niezły ruch. Kari biegała z tacą od jednego klienta do drugiego. Gdy miała chwilę wytchnienia, usiadła za ladą i dopiła swoją już zimną kawę.
-Hejka- usłyszała czyjś głos  i podniosła głowę by zobaczyć kto do niej mówi. To był Harry.
-Cześć, coś się stało?- zapytała, zdziwiona jego wizytą.
-Nie, mam za zadanie zabrać cię z stąd zabrać i zawieźć w tajemnicze miejsce- zamachał rękoma pokazując coś dziewczynie.
-Co ty kombinujesz Styles?- naprawdę nie wiedziała o co przyjacielowi chodzi.
-No tylko nie Styles, nie Styles. Pan Tomlinson kazał mi panią zabrać, więc proszę się zbierać- rozkazał, a Karina zrozumiała, że lepiej już z nim nie dyskutować. Zwolniła się godzinę wcześnie, ponieważ normalnie powinna kończyć o 18. Wzięła swoją torebkę i wsiadła do srebrnego Porsche Harre'go. Chłopak wywiózł ją gdzieś za miasto i świadomie o mijał drogowskazy, by dziewczyna nie mogła wiedzieć gdzie jedzie.  Po 2 godzinach zatrzymali się przed nie dużym domkiem. Harry otworzył dziewczynie drzwi, po czym sam wsiadł i odjechał. Teraz Karina miała mętlik w głowie, no bo przyjaciel ją wywiózł sama nie wie gdzie i jeszcze ją zostawił. Podeszła do drzwi białego budynku i lekko zapukała. Otworzył jej Louis.
-Cześć kochanie, Harry cię dostarczył to dobrze. Wchodź- wpuścił ją do domu i zaprowadził do salonu, gdzie na kanapie siedziała smukła kobieta w średnim wieku i 4 dziewczynki.
-To jest moja rodzina. Muszę ci im przedstawić, bo nie wypada, żeby cały świat wiedział kim jesteś, a one nie- wskazał na 5 kobiet- To jest moja mama, a to jest Karina.
-Dzień dobry- przywitała się rodzicielką Louis'a co ona odwzajemniła przytuleniem.
-Miło cię poznać- dodała później.
-Karina to są moje siostry: Lottie, Fizzy, Daisy i Phobe.
-Cześć- uśmiechnęła się do nich i przywitała.
-No dobra to idziemy na górę- Louis wziął dziewczynę za rękę i zaprowadził do swojej starej sypialni.
-Wariat- skomentowała Kari kiedy byli już sami.
-Ale twój- cmoknął ukochaną w policzek i usiadł na łóżku.
-Kochanie, ale ja jutro idę to pracy- powiedziała dziewczyna.
-Wiem, jutro wyjeżdżamy. Wybacz, ale musiałaś je poznać- uśmiechnął się tak uroczo, że musiała go pocałować. Ta chwili trwała by długo, gdyby nie Phobe, która wbiegła im do pokoju z informacją, że kolacja już gotowa. Później Louis zabrał jeszcze dziewczynę na romantyczny spacer i wrócili do domu, gdzie marzyli, żeby się położyć po całym dniu pełnym wrażeń. W dniu następny para, podziękowała mamie Lou za gościnę i wrócili do Londynu. W czasie drogi Karina się nie odzywała, bo zastanawiała się nad bardzo ważną sprawą. Mianowicie nad przeprowadzką Louis'a do jej domu. Chciała, aby chłopak z nią mieszkał. Chciała budzić się i widzieć rano jego twarz i chciała zasypiać wtulona w jego tors. Gdy tylko Lou odwiózł dziewczynę do jej domu i chciał wracać, ona złapała go za rękę i spojrzała mu w oczy. To co miała mu do powiedzenia mogło zmienić dużo rzeczy.
-Louis, posłuchaj- poprosiła.
-Coś się stało?- zapytał zaniepokojony.
-Nie, ale muszę ci coś powiedzieć- dziewczyna naprawdę była zestresowana, a chłopak to zauważył, gdyż rękę, która trzymała jego cała się trzęsła.
-Słonko co się dzieje?- dopytywał.
-Zamieszkaj tu- powiedziała prosto z mostu.
-Co? Karina, ale ty... jesteś tego pewna?
-Tak, proszę. Chce, żebyś był przymnie codziennie- wyznała czując, że się rumieni.
-Dobrze, zamieszkam z tobą- zgodził się, podniósł delikatnie podbródek dziewczyny i musnął jej wargi.
Wiedzieli, że będą szczęśliwi, ale tylko razem.

2 komentarze:

  1. Słodkie :** KOCHAM CIĘ I TE TWOJE OPOWIADANIA ! :***

    OdpowiedzUsuń
  2. Boskie i słodkie

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Archiwum